fbpx
Rebells.pl

Nagrodzone prace w konkursie – część pierwsza

Jakiś czas temu zakończyliśmy nasz konkurs “Ostatnia scena księżniczki Leii”. Jak wiadomo ,Rise of Skywalker będzie ostatecznym pożegnaniem z przywódczynią Rebelii.Rodzi się więc pytanie w jaki sposób przedstawi ten fakt  J.J. Abrams ? No cóź, narazie jest to tajemnicą i niech tak pozostanie do premiery filmu.

Tymczasem postanowiliśmy dać szansę fanom na rozwinięcie skrzydeł wyobraźni i tak powstał pomysł na konkurs. Dzisiaj chcielibyśmy przedstawić jedną z prac . Jest na tyle ciekawa, że postanowiliśmy ją wyróżnić.

Ostatnia scena

 
Patrzyła przed siebie, na stos.

Stos, na którym spoczywały ciała wszystkich, których znała. Zjadały je jasne, gorące, pomarańczowe, czerwone i żółte płomienie. Człowiek w czarnej zbroi z maską w kształcie czaszki… Jeden z ciemniejszą skórą, czarnymi włosami, przeplatanymi pasmami siwizny, ostrymi rysami twarzy, pustym wzrokiem. Kolejny, ten, którego kochała najbardziej na świecie, z siwymi włosami i resztką ciemnego blondu, pomarszczona twarz, którą widziała ostatnim razem gdy wylatywał z bazy na Starkillera. Lekko rozpięta koszula i skórzana kurtka… z ogromną, ziejącą w samym środku brzucha dziurą. Potem brat, teraz bardziej siwy niż blond, ze szczęką pokrytą gęstą, jasną brodą, bezbarwnym wzrokiem. Smukła kobieta ze rdzawymi włosami, mężczyzna w młodym wieku i pomarańczowym stroju pilota, dziewczyna z brązowymi włosami związanymi w trzy koki. Młody mężczyzna, prawie jeszcze chłopak, z czarnymi, długimi, falowanymi włosami spływającymi na ramiona, w czarnym ubraniu, patrzący prosto na nią, na swoją matkę, oczami, które nigdy więcej już niczego nie zobaczą…

Upadła na kolana, patrząc na ogień pochłaniający ciała osób, za które oddałaby życie. Bez względu na wszystko. Ale nie dała rady… Oni wszyscy przegrali, została tylko ona, została sama Leia Organa Skywalker, samotna, bez nikogo, kogo mogłaby nazwać swoim przyjacielem, ukochanym, bratem czy synem…

Wielkie jak grochy łzy zaczęły spływać po jej policzkach tworząc błyszczące smugi. Wyciągnęła przed siebie drżącą dłoń. Zadbane paznokcie, pomarszczone zgięcia…

𝑀𝑎ł𝑎, 𝑑𝑟𝑜𝑏𝑛𝑎 𝑟𝑎̨𝑐𝑧𝑘𝑎 𝑠𝑖𝑒̨𝑔𝑎𝑗𝑎̨𝑐𝑎 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑑 𝑠𝑖𝑒𝑏𝑖𝑒, 𝑝𝑟𝑜́𝑏𝑢𝑗𝑎̨𝑐𝑎 𝑧ł𝑎𝑝𝑎𝑐́ 𝑤𝑖𝑒̨𝑘𝑠𝑧𝑎̨, 𝑧𝑑𝑒𝑐𝑦𝑑𝑜𝑤𝑎𝑛𝑖𝑒 𝑑𝑜𝑟𝑜𝑠ł𝑎̨… 𝐵ł𝑦𝑠𝑘 𝑟𝑢𝑑𝑦𝑐ℎ 𝑤ł𝑜𝑠𝑜́𝑤.

Zapłakała mocniej i opuściła dłoń, przytulając ją do siebie, kołysząc się w tył i przód. Nie, to nie może być prawda, to nie może się dziać… Ale ciała, które widziała, zanim zacisnęła kurczowo powieki, na pewno należały do jej rodziny, do tych, których kochała. Pomimo, że pragnęła, aby tak nie było… Wiedziała, że to oni. Że zawiodła ich wszystkich.

Powiew powietrza. Łzy nadal spływały jej po policzkach, ale uniosła powoli wzrok. Serce zabiło jej szybciej, ale od razu zamarło, gdy zobaczyła, kto stoi przed nią, odgradzając od stosu.

Palpatine.

Nie wiedziała, co powiedzieć. Słowa ugrzęzły jej w gardle, wzrok nadal częściowo zamglony był przez łzy. Ból krzyża niespodziewanie dał o sobie znać. Patrzyła tylko na niego, a w jej umyśle powoli zaczęło kołatać się jedno zdanie, kilka słów, w które zaczęła wkładać całą swoją rozpacz, smutek, przerażenie, żal, ciemność, złość i niedowierzanie.

– To wszystko twoja wina… – wyszeptała, ledwo zmuszając głos do posłuszeństwa. – To wszystko przez ciebie…

Miał na głowie kaptur, więc nie mogła zobaczyć jego twarzy, oprócz błysku żołtych oczu. Mimo to mogła przysiąc, na wszystko, że uśmiechnął się szeroko, drwiąco i bezdusznie. Przykucnął powoli, opuszczając jeszcze głowę, żeby nie mogła go zobaczyć. Ale ona tego nie chciała. Nie chciała zobaczyć twarzy osoby, która zniszczyła jej życie. Która odebrała ją od jej ojca jeszcze zanim ten się urodził… Na twarz osoby, przez którą, dokładnie przez nią, cała galaktyka cierpiała niewyobrażalne katusze.

– Więc zakończ to. – powiedział spokojnie, ale głos miał… przytłumiony. – zabij mnie… raz na zawsze.

𝐽𝑎𝑘 𝑚𝑜́𝑗 𝑜𝑗𝑐𝑖𝑒𝑐 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑑𝑒 𝑚𝑛ą.

– Już jesteś martwy! – zebrała w sobie wystarczająco siły i energi, aby podnieść głos. Serce znowu zaczęło szybciej jej bić, pompowało gwałtownie krew razem z adrenaliną. Spojrzała wściekle na osobę przed nią. Zapragnęła pokazać jej, co to znaczy cierpieć. – Jesteś tylko koszmarem! Widmem przeszłości!

𝐽𝑒𝑠𝑡𝑒𝑠́ 𝑛𝑖𝑒𝑤𝑜𝑙𝑛𝑖𝑘𝑖𝑒𝑚?

Uniósł lekko głowę, tak, żeby zobaczyła jego szeroki, brudny, zły uśmiech. Nie odezwał się. Nie pomogło to jej, żeby się uspokoić. Oczy zasłoniły się jej czerwienią i czernią, chciała go tylko skrzywdzić, sprawić, żeby cierpiał za wszystko, czego dokonał jej samej, całej galaktyce, jej ojcu, bratu, miłości, synu… Chciała go unicestwić. Za wszelką cenę.

I tylko w głębi, w samej głębi podświadomości wiedziała, że on to wszystko wie, i tylko prowokuje ją, żeby poddała się ciemności.

𝑈𝑤𝑜𝑙𝑛𝑖𝑗 𝑛𝑖𝑒𝑛𝑎𝑤𝑖𝑠́𝑐́…

Wyskoczyła do przodu, jej starsze ciało cudem wytrzymało ten gwałtowny ruch. Oczy zaiskrzyły jej żądzą zemsty, wysunęła przed siebie ręce. Pęd powietrza rozwiał jej włosy, wypadające już z wcześniej ułożonej fryzury. Przez ułamek sekundy wiedziała, że go dosięgnie, że zemści się za wszystko…

W kolejnej opierała się o ziemię jedną ręką, a w drugiej trzymała podłużny, cylindryczny przedmiot. Lodowaty jak najgłębsza otchłań na Hoth, a jednocześnie gorący jak lawa na Mustafar… Obecność Palpatine’a zniknęła tak nagle, jak się wcześniej pojawiła. Została tylko Leia. Z czymś, czego nie czuła od bardzo, bardzo dawna.

Chęcią sprawienia komuś bólu. A skoro Palpatine’a już nie było…

Wstała powoli, nie mogąc oderwać wzroku od rękojeści, na której miała zaciśnięte palce. Zacisnęła je mocniej, metal wbił się boleśnie w jej wnętrze dłoni. Odetchnęła trochę ciężej, próbując zamknąć oczy, ale nie była w stanie. Łzy zebrały się w ich kącikach. Kilka spłynęło po jej policzkach.

Poznaje tą rękojeść. Widziała ją tak wiele razy…

𝐴𝑛𝑎𝑘𝑖𝑛, 𝐿𝑢𝑘𝑒, 𝑎 𝑝𝑜𝑡𝑒𝑚 𝑅𝑒𝑦

Powoli odwróciła rękojeść, oglądając ją ze wszystkich stron. Nieodparta chęć zemsty nadal kołotała się w jej głowie, wirowała, nie dając spokoju. Nie mogła skupić się na niczym innym.

Szary świat dookoła zamigotał, ukazując szybkie, niewyraźne obrazy realności. Woda… Pryskająca na szarą platformę… Ogromne koło, resztki czegoś ogromnego…

Zadrżała. Miecz świetlny jakby wibrował w jej dłoni, domagał się czegoś, krwi, zemsty, śmierci, aby tylko zaspokoić nigdy nie kończący się głód Ciemnej Strony… A może to była sama Leia?

Woda. Fale. Dwie osoby… czerwona łuna. Pośpieszne kroki… Krzyki? Krzyk? Czy ona zna ten głos?

Nie, pomyślała gorzko. Nie ma już nikogo, kogo kochałam… I chcę, żeby mi za to zapłacili.

Odwróciła sie szybko, ubranie zawiało za nią, przesunęła włącznik w mieczu świetlnym, który rozbłysł krystalicznym błękitem, jak niebo na niektórych planetach. Jak niebo na Naboo…

Ktoś biegnie w jej stronę. Krzyczy… Co krzyczy? Nic… nic… nic ważnego… Ręka jej drży. Chcę śmierci. Chcę czyjejś śmierci… Potrzebuję czyjejś śmierci…

– Mamo, nie! – wrzasnął Ben Solo.

Zrobiła gwałtowny ruch ręką, zmieniając kierunek promienia i popchnęła.
Prosto w swoje serce.
Dookoła rozbrzmiało coś co przypominało burzę, grom z nieba, tsunami. Grzmot, dochodzący z samego środka resztek Gwiazdy Śmierci. Wściekły grzmot pełen czystej nienawiści.

𝑵𝒊𝒈𝒅𝒚 𝒏𝒊𝒆 𝒑𝒐𝒅𝒅𝒂𝒎 𝒔𝒊𝒆̨ 𝑪𝒊𝒆𝒎𝒏𝒆𝒋 𝑺𝒕𝒓𝒐𝒏𝒊𝒆, 𝑷𝒂𝒍𝒑𝒂𝒕𝒊𝒏𝒆.
𝑵𝒊𝒈𝒅𝒚.
𝘕𝘪𝘨𝘥𝘺.
Nigdy.

Złapały ją jakieś ręce. Silne, a jednocześnie słabe. Stwardniałe, a jednocześnie troskliwe. Słone krople skapnęły na jej pierś, przebitą promieniem światła.

– Mamo… mamo, nie… nie… – cichy szloch.

Ale ona już go nie słyszała.
Poszła zaznać wreszcie spokoju.
Czysta do samego końca.

Autorką pracy jest Adela, której gratulujemy wyobraźni.

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *